ltm.org.pl | Historia
77
page,page-id-77,page-template,page-template-full_width,page-template-full_width-php,eltd-core-1.0.3,ajax_fade,page_not_loaded,,borderland child-child-ver-1.0.0,borderland-ver-1.6, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,paspartu_enabled,paspartu_on_top_fixed,paspartu_on_bottom_fixed,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.1,vc_responsive

O nas

q

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit, sed diam nonummy nibh euismod.tation ullamcorper suscipit lobortis nisldolore eu feugiat nulla facilisis at vero eros et accumsan et iusto odio dignissim qui blandit praesent luptatum zzril delenit augue duis dolore te feugait nulla facilisi.

cz_1_1_3876

Mscapers will specialise in soft landscaping, some will specialise in hard landscaping, we do both. Whether you want a bricked patio area, a lawn laid, flower beds designed and planted or a deck over looking a pond, we can do it all. We have been designing and creating beautiful gardens for over 15 years. Whether you want something traditional or a modern, fresh approach to gardening then your outside space is safe in our green-fingered hands work so that you can see what we are capable of or even perhaps to get some inspiration, please browse the Gallery area of our website. If you like what you see, give us a call and we’ll come and see you and your garden and discuss ideas, designs and costs.

Some landscapers will specialise in soft landscaping, some will specialise in hard landscaping, we do both. Whether you want a bricked patio area, a lawn laid, flower beds designed and planted or a deck over looking a pond, we can do it all. We have been designing and creating beautiful gardens for over 15 years. Whether you want something traditional or a modern, fresh approach to gardening then your outside space is safe in our green-fingered hands.

91

lat istnienia

59

członków koła

4

obwody łowieckie

Koło

Historia koła

q

Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie
– Koło PZŁ Nr 9 w Lublinie –

Nasze Koło od blisko piętnastu lat z dumą posiada najwyższe odznaczenie łowieckie – Złom. Złożyła się na to wielopokoleniowa działalność naszych poprzedników i obecnych myśliwych.

W okresie 120 lat zaborów polskich ziem, nasza kultura, której nieodłączną częścią było łowiectwo – przetrwała, co pozwoliło uniknąć wynarodowienia. Sytuacja po pierwszej wojnie światowej, pozwoliła na odrodzenie się Państwa Polskiego. Oprócz instytucji państwa, powstały również liczne organizacje społeczne a wśród nich stowarzyszenia myśliwskie.

1W Lublinie już 23 października 1925 roku utworzono jedno z najstarszych obecnie w Polsce kół łowieckich – Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie. Zostało ono zarejestrowane w starostwie lubelskim i liczyło 20 członków założycieli, a byli to: dr Czesław Czerwiński, dr Euzebiusz Rachwalski, Henryk Bertram, Witold Czarnecki, Maurycy Garwoliński, Felicjan Jackowski , Stanisław Jasiński, Antoni Miller, Józef Modrzewski, Franciszek Papieski, Leon Radliński, Wiktor Różański, Sławomir Rubaszkiewicz, Kazimierz Wachowicz, Ignacy Wysocki, Mieczysław Hantys – właściciel składu broni myśliwskiej przy ul. Krakowskie Przedmieści 44, Jeger (imienia brak), właściciel sklepu z manufakturą, Fryman (imienia brak), który prowadził skład i sklep broni myśliwskiej.

Pierwszym prezesem Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego został Kol. Fryman, następni prezesi przed II wojną światową to Kol. Dr Czesław Czerwiński i Kol. Leon Radliński.

Jedną z pierwszych czynności zarządu Towarzystwa było opracowanie jego regulaminu oraz regulaminu polowań. Stworzono wtedy na potrzeby Towarzystwa pieczęć przedstawiającą – wzorowaną na obrazie Juliana Fałata – postać myśliwego grającego na rogu oraz umieszczono napis – „Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie” (pieczęć ta była w Kole jeszcze po II wojnie światowej ale gdzieś zaginała lub została przywłaszczona).

Wyjazdy na polowania odbywały się wtedy przy pomocy wynajętych kilku wiejskich furmanek. Wyjazd następował w piątki a powrót z polowania zazwyczaj we wtorki. Później jeżdżono już wynajętym autobusem z pod wieży ciśnień na Pl. Bernardyńskim, bądź pociągiem do – niektórych łowisk – z dworca PKP w Lublinie.

Jesienią 1927 roku Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie jako jedno z pierwszych urządziło konkursową próbę wyżłów w polu. W skład sędziów wchodzili: J. Ejsmond, J. Koźmian, E. Frieman, S. Lilpop, H. Rudiger, A. Stolarow i L. Thonnes. Nagrody były odpowiednio w wysokości 150, 100 i 50 złotych (w tamtych czasach nie były to symboliczne kwoty), specjalna nagroda Ministra Rolnictwa oraz wiele nagród rzeczowych.

„Łowiec Polski” relacjonując to wydarzenie nazwał nas „jednym z poważniejszych i ruchliwszych Towarzystw w obecnej dobie”

W notatce prasowej z 1936 roku znajduje się obszerna wzmianka, z której wynika że LTM obchodziło X lecie swego istnienia. Z cytowanych fragmentów przemówienia ówczesnego Prezesa Leona Radlińskiego możemy się dowiedzieć że Towarzystwo użytkowało początkowo tereny Wilkołazu, Babina, Ożarowa (2314 ha), a na X lecie liczyło już 43 członków i posiadało łowiska na ponad 16000 ha m.in. w Krzczonowie i Chmielu. Jak wynika z owej notatki Prezes Koła zakończył przemówienie słowami: Św. Hubertowi i Jego Wyznawcom – cześć!

Wybuch II Wojny Światowej przerwał na długo działalność Towarzystwa, a jego członkowie podzielili tragiczne losy innych Polaków.

Część myśliwych szczęśliwie przeżyła wojnę i kiedy polskie ziemie „wyzwalała” armia sowiecka a front idąc w kierunku Berlina stał jeszcze na Wiśle, koledzy Ci reaktywowali Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie w dniu 15 września 1945 roku. (w rejestrze Urzędu Wojewódzkiego pod numerem 20 grudnia 1945 roku).

W kole zebrało się wtedy 18 członków: Kol. Witold Czarnecki, Mieczysław Hatys, Stanisław Korczyński, Zygmunt Kozłowski, Feliks Makarewicz, Ludwik Łęczyński, Andrzej Modrzewski, Euzebiusz Rachwalski, Antoni Solnicki, Edward Szrot, Józef Tomicki, Kazimierz Wachowicz, Tadeusz Witkowski, Jan (Janusz) Steliński. Kolega Janusz Steliński został wybrany na pierwszego powojennego prezesa naszego Koła. Był to myśliwy wyjątkowy, mający wpływ na kształt całego polskiego łowiectwa. Mecenas Janusz Steliński (początkowo nosił imię Jan ale w latach 1952/1954 zmienił ja na Janusz) był człowiekiem niezwykle aktywnym społecznie i myśliwym o rozległej wiedzy łowieckiej. Równocześnie reaktywacją Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego, utrzymywał towarzyskie kontakty z myśliwymi w całym kraju, pobudzając ich do działania na rzecz ponownego utworzenia Polskiego Związku Łowieckiego. Już w październiku 1944 roku uczestnicząc w zebraniu pracowników Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie został inicjatorem uchwały następującej treści: „Polscy myśliwi zebrani w dniu 16 października 1944 roku w Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, uznaje że dla ochrony polskich zwierzostanów i zorganizowania łowiectwa polskiego konieczne jest wznowienie na ziemiach wyzwolonych i wyzwalanych działalności Polskiego Związku Łowieckiego”. Resort rolnictwa wyraził, zgodę a minister polecił zarejestrować statut PZŁ w dawnym brzmieniu oraz zająć się organizacją związku. Mecenas Janusz Steliński został w tym momencie Przewodniczącym Tymczasowego Zarządu PZŁ (z siedzibą przy ulicy Staszica 9 m 5 w Lublinie, a równocześnie w Warszawie prze ulicy Miedzianej 4a/4). Należy podkreślić, że to członkowie naszego Koła Kol. Janusz Steliński, Kol. Leopold Policha – sędzia Sądu Łowieckiego oraz Kol. op;pp opracowali w tym czasie projekty ustaw krajowych odnoszących się do nowego funkcjonowania PZŁ. Zawarto w nich następujące tezy:

  1. Zakaz polowania na niedźwiedzie, rysie, żbiki, głuszce, cietrzewie, bażanty i kuropatwy.
  2. Utworzenie w Ministerstwie Rolnictwa – Departamentu Łowiectwa.
  3. Konieczność obowiązkowego członkostwa w PZŁ wszystkich myśliwych.
  4. Możliwość otrzymania pozwolenia na broń tylko przez członków PZŁ.
  5. Podział obszaru całego państwa na obwody łowieckie nie mniejsze niż 1000 ha.
  6. Ustawowy obowiązek hodowli i ochrony zwierząt.

Możemy być dumni, że to członkowie naszego koła tak spektakularnie przyczynili się do ukształtowania prawodawstwa polskiego w zakresie łowiectwa gdyż na ich tezach opierał się „Dekret o Prawie Łowieckim” z 1952 r. Najważniejszą zmianą w powojennym ustawodawstwie łowieckim, zmianą fundamentalną było stwierdzenie, że zwierzyna łowna w stanie wolnym stanowi własność państwa, które posiada prawo do polowania na wszystkich gruntach a wykonuje te uprawnienia poprzez Polski Związek Łowiecki .

Zasługi kolegi Janusza Stelińskiego dla polskiego łowiectwa zostały docenione i już w 1948 roku otrzymał on najwyższe odznaczenie łowieckie – Złom. Kol. Janusz Steliński po przeniesieniu się do Warszawy działał dalej aktywnie w PZŁ. Pisywał także opowiadania myśliwskie do „Łowca Polskiego” oraz – co należy szczególnie podkreślić był autorem znakomitego podręcznika łowieckiego pt. „Odstrzał zwierzyny płowej ” wydanego w 1957 roku.

W skład pierwszego powojennego zarządu LTM weszli: J. Steliński – prezes, St. Junke – vice prezes, W. Czarnecki – sekretarz oraz łowczowie – M. Hantys, A. Stolnicki i J. Tomicki. Prezesami następnych zarządów Koła byli: Z. Radliński, E. Michałowski oraz J. Stawecki.

Powojenna sytuacja LTM nie była łatwa. W pewnym momencie gdy wzrastała liczba kół łowieckich w naszym województwie nadano nam administracyjnie Nr 9 (używany od 1957 roku). Pełna więc nazwa naszego koła brzmi do dzisiaj Lubelskie Towarzystwo Myśliwskie – Koło PZŁ Nr 9 w Lublinie.

Na naszych co lepszych terenach bezprawnie polowały koła reżimowe (Wojsko, UB). Gdy Zarząd Koła protestował „władza” odbierała autorom protestów zezwolenia na broń. Zostały nam więc do dyspozycji bardzo ubogie w zwierzynę tereny. Pomimo funkcjonowania początkowo w stalinowskiej, a następnie „socjalistycznej rzeczywistości” LTM w swoim działaniu było prawdziwie demokratyczne. Chociaż pracowaliśmy na różnych stanowiskach i w różnych instytucjach (gdzieś trzeba było pracować) w kole byliśmy równi wobec siebie, postanowień regulaminu i statutu. Koło nasze otrzymało w wyniku decyzji administracyjnych następujące obwody (które przez lata zmieniały numerację):

  1. Obwód Nr 72 (69,81) w pow. radzyńskim – 5962 ha
  2. Obwód Nr 103 (70,81) w pow. radzyńskim – 5725 ha
  3. Obwód Nr 102 (26,116) w pow. parczewskim – 7190 ha
  4. Obwód Nr 150 (41,164) w pow. lubelskim – 7295 ha

Zaczęła się „praca u podstaw”. W okresie 1955 do 1965 roku w w/w czterech obwodach wypuszczano zające nabywane z funduszów koła, budowano urządzenia łowieckie – ambony, paśniki, lizawki i podsypy oraz zimą systematycznie dokarmiano zwierzynę . Należy odnotować że w 1950 roku odbyły się (nieformalne) obchody 25 – lecia LTM. Było to spotkanie towarzyskie. Pamiątkowe zdjęcie obecnych na nim członków Koła wykonane w Ogrodzie Saskim w Lublinie, przekazał, kiedyś do księgi pamiątkowej senior koła Kol. Stanisław Sulczyński.

LTM jako pierwsze na Lubelszczyźnie rozpoczęło wolierową hodowlę bażantów. Było to w 1960 roku w Obwodzie Nr 103 w miejscowości Pszonka ( wolierę wybudowaliśmy jeszcze dwukrotnie w dalszych latach).

Skład osobowy Koła opierał się przede wszystkim na „przedwojennych myśliwych” i uzupełniany był sukcesywnie o godne tego osoby adeptów łowiectwa. Panował zwyczaj (a po wielu latach nawet przyjęta uchwałą zasada) że do koła byli przyjmowani dorastający synowie myśliwych. Od dzieciństwa wrastali oni w nasze środowisko zabierani przez ojców na polowania. Takich „rodzinnych tandemów” było w kole bardzo wiele, o czym będzie mowa w dalszej części.

2W 1956 roku prezesem Koła został wybrany Kol. dr Józef Stawecki, który wstąpił do LTM po wojnie w 1946 roku. W czasie okupacji mieszkał on z rodziną w Ostrowie Lubelskiem. Skupiała się tam lubelska partyzantka. Doktor obok leczenia miejscowej ludności był lekarzem partyzantów. Miał wielkie doświadczenie medyczne oraz rzadko spotykaną teraz wielką wiedzę ogólną. Jako doświadczony myśliwy z rodziny ziemiańskiej z łowieckimi tradycjami miał w Kole wielki autorytet i cieszył się niekłamanym szacunkiem. Był – jak to się kiedyś określało – „człowiekiem zacnym i spolegliwym” Wniósł do koła oprócz wiedzy łowieckiej , to co w ludziach najlepsze i najszlachetniejsze. Jego syn Andrzej Stawecki został naszym członkiem w 1958 roku (jeszcze jako student pierwszego roku prawa UMCS) potem był radcą prawnym wojewody w UW w Lublinie. Tak jak i jego ojciec, Andrzej Stawecki był życzliwy dla wszystkich kolegów.

W tych czasach ogromną rolę nauczycieli i autorytetów Towarzystwa odgrywali dwaj sędziowie Kol. Leopold Policha i Kol. Zbigniew Pyzikowski. Przez długie lata koledzy ci byli przewodniczącymi składów w Sądzie Łowieckim. Wiele można by pisać o ich zasługach dla Koła. Obaj zostali odznaczeni Złomem. Kol. Zbigniew Pyzikowski był kilkakrotnie sekretarzem Koła. Jako doświadczony myśliwy często prowadził polowania na zające, wprowadzając ostra dyscyplinę – upominając, karząc pieniężnie a czasami wykluczał z polowania niezdyscyplinowanych myśliwych.

Dzięki wdrażanej i utrwalonej w kole dyscyplinie polowań przez 90 lat nie mieliśmy (odpukać!) żadnych poważniejszych wypadków na polowaniu.

W Kole polował także brat sędziego, Kol. Wacław Pyzikowski, który w czasie wojny walczył w zachodnich formacjach wojskowych. Bracia – co nie było tajemnicą niespecjalnie przepadali za sobą i dlatego Wacław rozpowszechniał w śród myśliwych opowieści jak to jego brat na zlotach kaczek siedział okrakiem na dachu stodoły aby mieć bliższy strzał. Nie wiadomo czy polegało to na prawdzie ale jedno jest pewne – bardzo nas bawiło.

Z przedwojennych myśliwych pozostał też w kole Kol. mecenas Andrzej Modrzewski, współautor projektów przepisów łowieckich po wojnie. Z powodu nie najlepszego zdrowia jeździł rzadko na polowania a gdy występował z Koła obdarował książkami ze swojej biblioteki łowieckiej niektórych kolegów.

Przez długie lata polował w naszym kole Kol. Stanisław Sulczyński przed wojną ziemianin właściciel dóbr w Celejowie. Prowadził tam własną gospodarkę łowicką, sprowadzał z Węgier zające, celem wzmocnienia rodzimej populacji. Urządzał też własne polowania zapraszając kolegów z LTM do którego również należał. Był człowiekiem bardzo kulturalnym, skromnym i pogodnym. Jego „autorstwa” było śmieszne wydarzenie na jednym z polowań: W cieple zimowego słoneczka Pan Stanisław zdrzemnął się na stołku. W kierunku linii myśliwych przykicał zając i widząc drzemiącego myśliwego stanął słupkiem. Nasze wołania nic nie pomogły i nie przerwały drzemki myśliwego. Zając po zlustrowaniu go zawrócił i pobiegł na nagonkę. Miał szczęście bo Pan Stanisław mimo podeszłego wieku nigdy nie chybiał do zajęcy!

Na naszą pamięć zasługują także ojcowie i synowie polujący wspólnie w dawnych latach tacy jak – Kol. Stanisław Mazur znany w Lublinie ginekolog z synem Wojciechem (później lek. chirurgiem), Kol. mec. Jerzy Leszczyński z synem Adamem, Kol. Stanisław Werduch z Krasnego z synem Janem, który dotąd nosi strzelbę w naszym kole, Kol. Jan Ostroga z synem Leszkiem – obaj zawołani myśliwi, Kol. Stanisław Tchórzewski wielce zasłużony dla LTM, który zachęcił córkę do polowania. (Zdała ona egzamin łowiecki ale była to miłość krótkotrwała).

Trudno nie wspomnieć Kolegi mecenasa Eugeniusza Dziurzyńskiego aktywnego myśliwego i działacza PZŁ, człowieka pełnego humoru i kawalarza. Kiedy jeździliśmy jeszcze zimą pod plandeką ciężarówki, drogą z kocimi łbami od Łęcznej nad Krasne, wszyscy z zimna szczękali zębami a on „regulował” degustację nalewek z licznych piersiówek. Gdy ktoś kręcił nosem pouczał: „Nie ma alkoholi złych – są tylko dobre i bardzo dobre!” Na widok idącego całą szosą: tubylca wołał zaś: „Pijany, aż zazdrość bierze!”

Piękne to były czasy, bo młodość jest zawsze piękna…

Ostoją polujących na kaczki, było położone nad brzegiem bajeczne pięknego jeziora Krasne, gospodarstwo naszego myśliwego Kol. Aleksandra Laskowskiego. Tam często nocowaliśmy jadąc na dwudniowe polowanie. Przy ognisku nad brzegiem jeziora jedliśmy wędzoną sielawę i węgorze. Synowie Pana Aleksandra – kolejno Zenon i Wiesław również wstąpili do LTM.

Kol. Wiesław Laskowski do dziś latem zamieszkuje nad Krasnem. Zasłużony dla koła: dwa razy pełnił funkcję vice prezesa oraz kilkakrotnie – w Komisji Rewizyjnej. Służy nam do dziś swoimi umiejętnościami zarządzania i zdolnościami organizacyjnymi. Myśliwską pasją zaraził swoich zięciów Michała Pietrzaka i Grzegorza Kubisia, którzy również są członkami naszego koła.

W przypadku rodziny Lakutowiczów historia zatoczyła koło: Kol. Zbigniew Lakutowicz (wstąpił do LTM w 1960 roku, znakomity myśliwy, zaangażowany w pracę LTM w latach 1980 – 82 pełnił w naszym Kole funkcję łowczego). Jego syn Janusz (członek koła od 1976 roku) był sekretarzem Koła, i przez jedną kadencję łowczym (od 2010 do 2015 roku).

Z myśliwych seniorów należy także wymienić Kol. Mirosława Juszczuka , Waldemara Figla, Mirosława Wyłupka.

Kolega Mirosław Juszczuk – doświadczony myśliwy, skarbnik koła w latach 1994-97 i członek zarządu w latach 2000-2005, znawca i miłośnik psów myśliwskich.

Kolega Waldemar Figiel – zapalony myśliwy jako artysta plastyk wykłada w Liceum Plastycznym, zaprojektował emblemat LTM używany do dzisiaj. Członek Komisji Rewizyjnej LTM (2000-2010).

Kolega Mirosław Wyłupek – wspaniały towarzysz łowów, skarbnik koła w latach 1997 -2005, aktualnie prezesuje w Kole Nr 40 w Krzczonowie.

Złotymi zgłoskami zapisała się w historii Koła rodzina Sontagów. Jej dzieje opisał Andrzej Sontag w opowiadaniu „Rodzinne pasje łowieckie” (Łowiec Lubelski Nr 3/68/2013). Andrzejowi Sontagowi zawdzięczamy także założenie i prowadzenie (aż do wyjazdu z Lublina)

„Kroniki Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego”. Kronika jest zapisem ważnych wydarzeń dziejących się w naszym Kole, bogato ilustrowanych fotografiami oraz miejscem wspomnień. Po latach przerwy w jej prowadzeniu, obecnie kroniką zajmuje się Kol. Michała Pietrzak.

Jego dziadek Jan Sontag był przed II wojną leśnikiem w Strzyżewicach pod Lublinem a równocześnie członkiem LTM (spokrewnionym z Januszem Stelińskim). Miał on syna Jana Karola Sontaga (ojca Andrzeja), który wychowany w rodzinie myśliwskiej wstąpił do naszego Towarzystwa w 1953 roku. Jan Karol Sontag pełnił przez pewien czas funkcje Łowczego i skarbnika w LTM a w Woj. Radzie Łowieckiej – Członka Komisji Strzeleckiej oraz członka składu Woj. Sądu Łowieckiego. Został on następnie wybrany na członka Komisji Tradycji i Etyki i Zwyczajów Łowieckich Naczelnej Rady Łowieckiej. Uprawiał też strzelectwo sportowe i był wybitnym strzelcem – posiadaczem klasy mistrzowskiej, wielokrotnym mistrzem województwa z tytułem „Mistrza Strzelectwa Sportowego”. Za całość zasług dla łowiectwa w 1993 roku został odznaczony Medalem Świętego Huberta (w jego pierwszej edycji), ponadto Złomem. Zdobył też jako czynny myśliwy wiele cennych trofeów łowieckich eksponowanych potem na wystawach krajowych i międzynarodowych. Jego syn Andrzej Sontag też strzelał po mistrzowsku a ponadto był wspaniałym polskim lekkoatletą, reprezentował Polskę w trójskoku na Olimpiadzie w Montrealu. Mieć w swoich szeregach olimpijczyka to wielka duma dla naszego Koła! Brat Andrzeja – Piotr był również członkiem LTM. Obaj kolejno pełnili w Kole funkcję sekretarzy. Po przeniesieniu się do Łodzi Andrzej Sontag jest kolejną kadencję Prezesem ORŁ. Został odznaczony (tak jak ojciec) Złomem i Medalem Świętego Huberta.

W 1968 roku odbyły się uroczyste obchody 40 – lecia LTM Koła Nr 9. Głównym ich organizatorem był Jan Sontag – wówczas dyrektor LPHM, które użyczyło nam pomieszczeń na te uroczystości. Przemówienie rocznicowe podsumowujące czterdziesto letnią działalność Koła wygłosił Jan Sontag. Swoją obecnością zaszczycił nas senior legendarny Janusz Steliński. W uroczystości uczestniczyła także Pani Henryka Kuszowa nasza opiekunka sekretarka i księgowa od wielu, lat, szanowana i lubiana przez wszystkich myśliwych. Uroczystości zakończono uroczystą kolacją myśliwską.

W czasie kolejnych kadencji prezesury Kolegi Józefa Staweckiego, miejsce łowczego po Janie Sontagu zajął na trzy kadencje Kolega Marian Kędracki.

Kolega Marian Kędracki był lekarzem pediatrą w szpitalu MSW w Lublinie. Leczył nasze dzieci skutecznie i dbał o rozwój kilku pokoleń. Równocześnie był tak aktywnym myśliwym, że żartobliwie zastanawiano się czy w jego gabinecie odbywa się przyjmowanie pacjentów, czy zebranie myśliwskie. Jego działalność w Kole od początku była nie do przecenienia. Jako Łowczy był duszą i organizatorem działalności Koła i wszystkich polowań. Dzięki prawidłowej gospodarce łowieckiej rosła ilość zwierzyny drobnej a szczególnie zajęcy i bażantów. Na pokocie (na dwie 15 osobowe grupy) leżało często ponad 100 szaraków.

Pamiętam polowanie chyba w Jastkowie albo Garbowie (obecnie obwód 161), kiedy w jednym pędzeniu zza pokrytych śniegiem pagórków wybiegło na raz 20 albo 30 zajęcy. Pędziły na linię jak szarżująca kawaleria. Głupieliśmy do którego strzelać. Na flance chyba któryś z Sontagów strzelił 9 sztuk. Teraz to brzmi jak bajka!

Sława naszego Koła i jego znakomitych polowań rozchodziła się w myśliwskim świecie, tak że chętnych aby otrzymać zaproszenie na nasze polowanie nie brakowało, zwłaszcza we władzach. Nie byli to niestety upragnieni „towarzysze łowów” ale często „towarzysze”(Czego się nie robiło dla dobra Koła!). Nie można powiedzieć, polowali poprawnie stosując się do naszych zasad, no może z wyjątkiem pewnego wiceministra – generała MSW, który chciał strzelać do zająca pomiędzy miotami a potem jakby nigdy nic „wygarnął po linii myśliwych ”

W tym miejscu warto przypomnieć fraszkę znanego pisarza myśliwskiego Juliana Ejsmonta:

„Polowanie jest bardzo przyjemnym zajęciem,

Lecz lepiej być myśliwym niż łownym zwierzęciem,

Chociaż są polowania, z których by wyjść żywym,

Lepiej jest być zwierzyną łowną niż myśliwym”

Do naszego Koła wstąpił (1974 rok) Karol Kędracki, ojciec doktora, już od lat doświadczony myśliwy. Jego wnuk Krzysztof zapatrzony w ojca i dziadka też został członkiem PZŁ i jest w naszym Kole do dziś. Senior Kędracki zasłużył się szczególnie w Kole przy budowie w 1974 roku w obwodzie 70 nowej woliery dla bażantów (pierwszą wybudowano w obwodzie 103 w Pszonce). Wszyscy koledzy własnym sumptem, wykonując społeczne prace budowlane, przyczynili się do jej powstania, ale pan Karol pracował ze szczególnym poświęceniem. Przy zakładaniu instalacji elektrycznej wyróżnił się także Kol. Tadeusz Denisiuk członek naszego Koła spokrewniony z Kędrackimi. Bażanty z tej woliery w liczbie około tysiąca rocznie, zasilały przez kilka lat nasze obwody oraz były odstępowane innym kołom.

3aDo LTM wstąpił także kuzyn doktora Kol. Ireneusz Niedzielski (od 1967 roku) a potem jego ojciec Kol. Józef Niedzielski (od 1971 roku). Obaj ci myśliwi odgrywali w Kole ważną rolę. Kolega Ireneusz Niedzielski był zapalonym myśliwym i miał –jak mówiono- fart do zwierzyny. W ciągu całej przynależności do LTM, na jego obwodach i terenach innych kół strzelił: 2 łosie, 5 byków i 2 łanie jelenia, 124 rogacze kozła i 106 dzików oraz setki sztuk zwierzyny drobnej. Kol. Ireneusz Niedzielski, absolwent Akademii Rolniczej w Lublinie w latach 1988-1991 był łowczym w naszym Kole, gdzie wzorowo prowadził gospodarkę łowiecką. Syn Ireneusza – Kamil za przykładem ojca i dziadka wstąpił do naszego Koła, gdzie poluje do dnia dzisiejszego. Kolega Józef Niedzielski (senior) przez okres trzech lat (1984-1991) pełnił w Kole funkcję łowczego. Znał doskonale wszystkie obwody, znakomicie prowadził polowania i odłowy żywych zajęcy na eksport oraz umiejętnie kierował sprawami dotyczącymi odszkodowań łowieckich. Po przedwczesnej śmierci syna Ireneusza, przekazał mi szczeniaka przeznaczonego dla niego – wyżła. Z psem tym o imieniu „Macho” polowałem na kaczki przez 10 lat. Był doskonałym aporterem.

Od 1980 roku prezesował w naszym Kole Kolega dr Marian Kędracki, który zastąpił Kol. Józefa Staweckiego wybranego przez nas za zasługi dla Koła – Prezesem Honorowym. Przez następnych kilka kadencji kierował Kołem Kol. Marian Kędracki a ponieważ doskonale organizował pracę Zarządu i dosłownie na co dzień żył sprawami łowieckimi, tereny Koła były dobrze zagospodarowane a stan zwierzyny więcej niż zadowalający.

Nie uchroniło to nas przez szkodami łowieckimi bo rosła również liczba zwierzyny grubej, a szczególnie czarnej. Musieliśmy płacić odszkodowania za szkody spowodowane przez dziki. Choć nasi pełnomocnicy w terenie Kol. Józef Niedzielski i Kol. Witold Moszczyński mieli dobry kontakt rolnikami, problem szkód nie znalazł do dziś racjonalnego rozwiązania. Intensywny odstrzał dzików niewiele pomaga.

W 1984 roku wystąpił do naszego Koła znakomity i doświadczony myśliwy – Kolega Karol Cichowski, który od początku miął ogromy wpływ na kształt i pozycję LTM w łowiectwie lubelskim. Kolega Karol Cichowski w latach 1976 – 1983 był łowczym wojewódzkim w Białej Podlaskiej, a następnie w okresie od 1983 roku aż do 2008 roku sprawował funkcje Łowczego Okręgowego PZŁ w Lublinie. Niezwykła aktywność Kol. Cichowskiego, jego dogłębna znajomość całej problematyki łowieckiej, wpływały na każdym kroku na działalność LTM. Wszystkie przedsięwzięcia organizacyjne odbywały się pod jego patronatem lub bezpośrednim kierownictwem. Był on i jest dzisiaj niekwestionowanym autorytetem dla myśliwych naszego Koła. Kolega Karol Cichowski był do niedawna przewodniczącym Kapituły Odznaczeń Łowieckich Naczelnej Rady Łowieckiej PZŁ. Za zasługi dla łowiectwa polskiego został odznaczony Złomem, Medalem Świętego Huberta, a także Medalem za Zasługi dla Łowiectwa Lubelszczyzny. Swoją myśliwską wiedzą dzieli się często z myśliwymi na łamach „Łowca Lubelskiego”, ostatnio był to artykuł o etyce łowieckiej i tradycji. Wiedza ta wzbogaca naszą łowiecką kulturę i jest bardzo potrzebna myśliwskiej braci, kształtując poziom naszego łowiectwa. Jak wspaniale Kolega Cichowski prowadzi polowania mogą docenić wszyscy, którzy w nich uczestniczyli!

Jedną z godnych najwyższego szacunku postaci w naszym Kole był Kolega Zdzisław Bartnik, wybitny prawnik, Sędzia Sądu Wojewódzkiego w Lublinie, a następnie Sędzia Sądu Najwyższego w Warszawie. Miał on przez cały czas uczestniczenia w Kole ogromny wpływ na wiedzę prawną naszych członków, szczególnie w zakresie prawa łowieckiego i regulaminu PZŁ. Na zewnątrz Koła przez długie lata był Sędzią Wojewódzkiego Sądu Łowieckiego w Lublinie, a po przeniesieniu do stolicy – Sędzią Sądu Głównego PZŁ. W naszym kole był sekretarzem (1978-1980) przez jedną kadencję. Świetnie prowadził polowania podczas których pomimo surowego przestrzegania dyscypliny błyszczał dowcipem i humorem wprowadzając miłą i towarzyska atmosferę łowów.

Swoją łowiecką pasja „zaraził” syna Waldemara Bartnika, który też wstąpił do LTM. Wnuk Michał również poszedł w jego ślady i jest myśliwym naszego koła.

Wspominam zabawne wydarzenie z udziałem Kolegi Bartnika, które miało miejsce podczas zlotów kaczek na stawach Bobowiska. Działo się to przed wieloma laty; październik był ponury siąpił deszcz. Linia przemoczonych ale bardzo rozgrzanych piersiówkami myśliwych stała rzędem na grobli. Nagle któryś krzyknął „Gęsi gęsi!” Zaraz potem rozległ się jeszcze głośniejszy okrzyk Kolegi Bartnika: „Nie strzelać, nie strzelać!” Okazało się że w chmurach leciały łabędzie. Pan Zdzisław uniósł teatralnym gestem ręce ku niebu i zawołał: „Panie Boże, gdyby tu nawet leciały aniołki, ci pieczeniarze też by chcieli do nich strzelać!”

Nadchodziło 60 – lecie naszego Koła. Z tej okazji urządzono na strzelnicy w Radomiu zawody strzeleckie o mistrzostwo LTM. Wygrał je (jak zwykle) nasz mistrz Kolega Jan Sontag przed swoimi synami Andrzejem i Piotrem oraz Kol. Karolem Cichowskim.

W dniu 19 października 1985 roku w pałacu w Jastkowie odbyły się uroczystości z okazji 60-lecia LTM. Głównym ich organizatorem był prezes Kolega Marian Kędracki. Przybyli goście z Zarządu Głównego i Wojewódzkiego PZŁ. Punktem kulminacyjnym obchodów było odznaczanie Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego Koła PZŁ Nr 9 – Złotym Medalem Zasługi Łowieckiej, a Kolegę Jana Sontaga najwyższym odznaczenia łowieckim – Złom.

Redakcja „Łowca Polskiego ” (NR 2 z 1986 roku) zamieściła obszerny artykuł o naszym Kole i jego 60-leciu.

W dalszym ciągu prowadzono na wszystkich obwodach Koła rutynowe działania łowieckie – budowanie urządzeń, magazynowanie karmy i zimowe dokarmiani zwierzyny. Zbudowano też, po raz trzeci w historii Koła wolierę przy gospodarstwie p. Ryszarda Jaśkiewicza w kol. Moszna. Celem tej inwestycji było przede wszystkim przechowywanie i karmienie w okresie srogich zim bażantów i kuropatw. Autorem projektu technicznego był Kolega inż. Piotr Sontag.

Corocznie przez kolejne sezony prowadzono też odłowy żywych zajęcy na eksport, którymi zawsze kierował Kolega Józef Niedzielski. Odbywały się też zgodnie z przyjętymi planami polowania zbiorowe na zające, bażanty i kuropatwy. Wyniki tych polowań były różne, ale jeszcze nic wyraźnie nie wskazywało , że zaczyna się zmniejszać ilość zwierzyny drobnej. Było to zjawisko „pełzające” i trudno zauważalne.

W 1991 roku podczas Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo – Wyborczego LTM, nastąpiła zmiana pokoleniowa(ku zdziwieniu starszych kolegów, którzy stwierdzili „Zarząd to sami młodzi” i dodali „ ale już nie tacy młodzi”) prezesem wybrano Kolegę Romana Dziedzica. Równocześnie poproszono aby poprzedni prezes Kolega Kędracki przyjął funkcje – Prezesa Honorowego a gdy wyraził zgodę, uchwalono to przez aklamację.

Kolega Roman Dziedzic jest członek PZŁ od 1974 roku i jednym z najwybitniejszych polskich uczonych w zakresie łowiectwa. Kieruje obecnie Zakładem Ekologii Zwierząt i Łowiectwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Jego dorobek naukowy obejmuje ponad 300 pozycji. Opatentował przyrząd do pomiaru objętości parostków, Sprawuje opiekę naukową nad zamkniętymi hodowlani głuszców dla celów restytucyjnych w nadleśnictwach Wisła i Leżajsk. Opracował program odbudowy zwierzyny drobnej dla woj. Lubelskiego i pow. Szczycińskiego Jest autorem katalogu trofeów łowieckich uzupełnianego w okresach 5 letnich (wg wyceny CIC). Jest redaktorem naczelnym i autorem rozdziałów monografii „Łowiecki Podręcznik Selekcjonera ” i „Łowiectwo Polskie”. Był członkiem i przewodniczącym kilku komisji NRŁ, Od 2000 roku członkiem NRŁ a od 2005 roku wiceprezesem Naczelnej Rady Łowieckiej. W Międzynarodowej Radzie Łowieckiej i Odnowy Zwierzyny ( CIC ), od 2014 roku jest współprzewodniczącym Zespołu Wyceny Trofeów Łowieckich. Odznaczony Złotym Medalem Zasługi dla Kultury Polskiej a także innymi regionalnymi odznaczeniami. Kolega Roman Dziedzic jest także członkiem elitarnego i jedynego w Europie – Zakonu Kawalerów Orderu Złotego Jelenia, którego funkcję Wielkiego Mistrza pełnił w latach 2009-2013. ( Jest to powstała na ziemiach polskich w 1672 roku najstarsza organizacja łowiecka w Europie, przywrócona w Krakowie w latach dwutysięcznych. Może liczyć tylko 24 członków). Od czasu reaktywacji LTM po II wojnie światowej nie mieliśmy w Kole tak zasłużonego dla całego łowiectwa i utytułowanego kolegi. Można o nim powiedzieć – Primus Inter Pares !

Niestety tzw. ekolodzy nie doceniają rzeczywistej ochrony przyrody przez PZŁ i uczonych, którzy zajmują się tymi zagadnieniami. Chcący zyskać poklask niedouczeni redaktorzy zwykle na zamówienie różnych lobby lub grup interesów, piszą artykuły szkalujące myśliwych i PZŁ. Dają się też zaobserwować ciągle niepokojące próby doprowadzenia do prywatyzacji lasów państwowych – co byłoby zgubne dla polskiej przyrody!

My myśliwi musimy o tym zawsze pamiętać i robić wszystko aby organy państwowe nie ulegały naciskom ludzi dla których pieniądze i zyski są jedyna wartością.

W czasie prezesury Kolegi Romana Dziedzica (1991- 1997) Zarząd LTM kontynuował poprzednie działania naszego Koła. Na uznanie zasługuje w tym okresie praca łowczego Kol. Waldemara Wróblewskiego. Prowadził on z pomocą wicełowczego Witolda Moszczyńskiego intensywną gospodarkę łowiecką na poszczególnych obwodach naszego Koła.

Odłowy żywych zajęcy, polowania dewizowe na co raz lepsze kozły, o medalowych porożach, pozwoliły pomimo szkód łowieckich wyrządzanych przez dziki na utrzymanie dodatniego bilansu finansowego Koła.

Regres zwierzyny drobnej jeszcze wyraźnie nie występował a zdarzające się słabsze wyniki polowań oceniano jako przypadkowe.

W latach 1990 – 1993 myśliwi zagraniczni podczas polowań dewizowych pozyskali na naszych obwodach (głównie w obwodach 161) 41 kozłów. Były to najczęściej kozły o medalowych porożach i tak Francuz J. Boduin strzelił dwa kozły złoto medalowe, jego kolega Michel Delpch dwa kozły medalowe dwa srebrno medalowe, i jeden z porożem na brąz.

W „Łowcu Polskim” z 1992 roku znalazł się nawet artykuł uznający za ewenement w skali kraju aby w tak krótkim czasie w jednym łowisku uzyskać tyle medalowych trofeów.

Zbliżało się 70 – lecie Koła. Powołany 13 osobowy Komitet Organizacyjny z niezawodnym Kolega Karolem Cichowskim na czele podjął pracę. Kolega Leon Jabłoński z udziałem współautorów – Kol. Mirosława Juszczuka i Kol Romana Dziedzica opracował „Kronikę okolicznościową”

Przygotowano medal okolicznościowy 70-lecia oraz znaczek LTM. Dzięki Koledze Cichowskiemu WRŁ w Lublinie wspomogła nas dotacją na wynajęcie Reprezentacyjnego Zespołu Muzyki Myśliwskiej – M. Leśniczaka.

Datę uroczystości uchwalono na 30 września 1995 roku na godzinę 15 a jej miejscem był wspaniały zespół pałacowy Muzeum Zamojskich w Kozłówce, udostępniony nam dzięki uprzejmości Krzysztofa Kornackiego – dyrektora muzeum. Przy dźwiękach muzyki myśliwskiej rozpoczęto uroczystości. Przemówienie okolicznościowe wygłosił Kolega Karol Cichowski, prezes Koła Kolega Roman Dziedzic, Przewodniczący WRŁ prof. Henryk Domżał oraz Dyrektor Lasów Państwowych inż. Jan Okruch i Ewa Makosz Dyrektor Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Białej Podlaskiej. Zasłużeni myśliwi zostali udekorowani Medalami Zasługi Łowieckiej a wszystkim myśliwym i gościom wręczono znaczki i medale 70 – lecia LTM. Atrakcją było zwiedzanie Muzeum Zamoyskich. Wykonano zdjęcia pamiątkowe a następnie przy obficie zastawionych stołach odbyło się spotkanie koleżeńskie.

Należy ku pamięci kolegów odnotować że w uroczystościach uczestniczył nasz szczególny członek – ksiądz Stanisław Demidowicz, który miał dubeltówkę po ojcu, ale nigdy nie polował. Niedługo potem dowiedzieliśmy się o jego ciężkiej chorobie i z wielkim żalem o śmierci.

Zima w sezonie 1995/96 była długa, mroźna i śnieżna. Katastrofalnie zmniejszył się stan zwierzyny pomimo dokarmiania jej w paśnikach, podsypach i budkach dla kuropatw i bażantów. W zawiązku z tym czasowo wstrzymano odstrzał kuropatw, saren i koźląt.

W 1996 roku WRŁ urządziła konkurs dla kół łowieckich pt. „Najlepsza Kronika Koła Łowieckiego” Nasza „Księga Pamiątkowa ” zajęła zaszczytne drugie miejsce. W 1993 roku LTM Koło PZŁ Nr 9 spotkał kolejny zaszczyt; za całokształt działalności Koło zostało odznaczone Medalem Świętego Huberta.

W dniu 12 kwietnia 1997 roku na Walnym Zgromadzeniu Sprawozdawczo – Wyborczym LTM , wybrano na stanowisko prezesa Kolegę Macieja Grudzińskiego (nowy statut PZŁ skrócił kadencję zarządów z 5 do 3 lat). W związku z tym nowy Zarząd rozszerzony przez prawników – Kolegę Lecha Łuczaja i Kolegę Jacka Kuźmę oraz Kolegę Karola Cichowskiego i Kolegę Romana Dziedzica opracował projekt statutu LTM – Koła nr 9, przyjęty jako nowy statut w dniu 9 maja 1998 roku.

Kolega Maciej Grudziński – Dyrektor Administracyjny (później Kanclerz) UMCS w Lublinie, wieloletni doświadczony myśliwy doskonale odnalazł się na stanowisku prezesa Koła. Swoje umiejętności organizacyjne i kierownicze z powodzeniem wykorzystał w ciągu trzech kadencji pracy w Kole Nr 9.

Z uwagi na zmiany zachodzące w polskim łowiectwie , nie zawsze szczęśliwie dla kół, oraz obserwowany już wyraźnie stale pogarszający się stan zwierzyny drobnej w całym kraju, praca naszego zarządu nie była łatwa. Udało nam się jednak uniknąć większych kłopotów finansowych.

Zastanawiając się nad przyczynami regresu zwierzyny dobrej można powiedzieć ze wpłynęły na to bardzo złożone warunki (o ile je wszystkie jesteśmy w stanie rozpoznać) Przyczyny te to na pewno: hałas i penetracja ludzi, zmiana kultury rolnej – gospodarka wielkoobszarowa, spadek poziomu wód gruntowych – osuszanie terenów, pojawianie się w biotopie obcych gatunków zwierząt, wprowadzenie całkowitej ochrony ptaków krukowatych, szczepienie lisów (zrzuty z samolotów.), kłusownictwo z użyciem broni palnej i samochodów terenowych, nękanie zwierzyny przez watahy bezpańskich psów.

Ku naszej wielkiej satysfakcji, w dniu 9 lipca 1997 roku Uchwałą Kapituły Odznaczeń PZŁ za całokształt wieloletniej działalności w PZŁ, został odznaczony najwyższym odznaczeniem łowieckim Złom Kol. Lech Łuczaj.

Kol. Lech Łuczaj jest obecnie seniorem naszego Koła. Ponieważ młodość to stan ducha a nie ciała, senior to tylko tytuł. Widać to zresztą po jego uśmiechu, energii i zaangażowaniu w nasze problemy. Wspaniały towarzysz łowów, niezwykle skromny, dowcipny utalentowany literacko a równocześnie wzorowy myśliwy o najwyższym poziomie etyki łowieckiej. Kolega Lech Łuczaj oprócz funkcji pełnionych w naszym kole (sekretarza i członka Komisji Rewizyjnej) przez 18 lat pełnił funkcję Wojewódzkiego Rzecznika Dyscyplinarnego PZŁ w Lublinie a następnie sędziego Wojewódzkiego Sądu Łowieckiego w Lublinie.

W „Księdze Pamiątkowej ” naszego Koła pod datą 1997 roku jest zapis, że Kol. Lech Siczek brał udział w Konkursach literackich „Łowca Polskiego”, i zdobywał nagrody za opowiadania myśliwskie, później publikowane w „Łowcu”. W 1997 uzyskał II nagrodę za opowiadanie „Dzikie gęsi”. Kolega Lech Siczek trzykrotnie pełnił funkcje sekretarza w zarządzie naszego Koła.

Należy zaznaczyć że kadencja Zarządu Koła w latach 1997 – 2000 z punktu widzenia finansowego była korzystna. Dochody Koła wzrosły pomimo wstrzymania odłowów i sprzedaży żywych zajęcy oraz wzrostu kwot i ilości wypłacalnych odszkodowań za szkody wyrządzone przez dziki.

Ponieważ zbliżało się 75 – lecie działalności LTM – Koło nr 9 w Lublinie został powołany Komitet Organizacyjny w skaldzie: Kol. Karol Cichowski, Kol. Roman Dziedzic, Kol. Wiesław Laskowski, Kol Lech Siczek, na czele komitetu staną tym razem Prezes Honorowy Koła Kolega Marian Kędracki, poświęcając przygotowaniu obchodów cały czas i energię.

Dzięki Koledze Grudzińskiemu UMCS w Lublinie udostępnił nam na obchody Dworek Kościuszki w Ogrodzie Botanicznym.

Obchody odbywały się w dniu 19 maja 2001 roku. Poprowadził je jak zwykle znakomicie Kolega Karol Cichowski. Przemówienia wygłosili kolejno: Prezes Honorowy Kol. Marian Kędracki, prezes Kol. Maciej Grudziński, a następnie głos zabrali przedstawiciele WRŁ w Lublinie.

Oprócz dekoracji zasłużonych myśliwych Medalami Zasługi Łowieckiej z różnych kruszców kulminacyjnym punktem obchodów było udekorowanie Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego Koła PZŁ Nr.9 w Lublinie najwyższym odznaczeniem łowieckim – Złom

Również nasz prezes Honorowy Kolega Marian Kędracki został udekorowany Złomem.

Była to dla nas wszystkich wspaniała i wzruszająca uroczystość. Po części oficjalnej obchodów Kol Karol Cichowski rozpoczął część rozrywkową – egzamin naszych Pań z łowieckiej wiedzy. Było wiele śmiechu bo podczas egzaminu wykazywały się one totalną nieznajomością tak bliskiej nam tematyki. Wniosek z tego, że ich tolerancja dla naszej pasji to sprawa prawdziwie gorących uczuć jakimi nas obdarzają. Następnie przy obficie zastawionych stołach i znakomitych trunkach, słuchaliśmy występów artystów teatru lubelskiego, a potem już mniej artystycznie ale z serca, śpiewaliśmy pieśni biesiadne i myśliwskie do późnej nocy.

Po tych wspaniałych przeżyciach wróciliśmy do naszej rzeczywistości i codziennej pracy w Kole. Nowy Statut LTM uchwalony 9 maja 1998 roku w znacznym stopniu skomercjalizował działalność Koła. Była to po prostu ekonomiczna konieczność, Wprowadzono opłatę wpisową do Koła. Zwiększyły się kłopoty z prowadzeniem według nowych wymagań, dokumentacji łowieckiej dla czterech obwodów usytuowanych na Terenia trzech Nadleśnictw, dwóch Zarządach Okręgowych PZŁ oraz kilku powiatach (każdy miał inne wymagania!)

Praca w Zarządzie Koła Kol. Jacka Wołoszyńskiego jest nieoceniona. Mieszka on w Strzelcach pod Nałęczowem i jest inżynierem ogrodnictwa prowadzącym własne przedsiębiorstwo. Będąc myśliwym terenowym od lat opiekuje się obwodem 164. Jest jego znakomitym gospodarzem i dzięki niemu obwód ten jest najlepszy w Kole zarówno pod względem stanu urządzeń łowieckich jak i hodowli zwierzyny, zwłaszcza kozłów. Organizowane tam polowania dewizowe są atrakcyjne dla zagranicznych myśliwych i przynoszą naszemu Kołu znaczące dochody. Jacek Wołoszański już czwartą kadencję pełni w Kole funkcję vice prezesa. Jest filarem naszego koła – bardzo pracowity, skromny , wspaniały towarzysz łowów, przyjazny wobec wszystkich kolegów. Pomocny w każdej życiowej sytuacji, dał nam dowody wyjątkowej wrażliwości i szlachetności. Jego syn Kol. Janusz Wołoszański został wychowany przez niego w myśliwskim duchu i jest również członkiem naszego Koła.

W latach od 2000r. do chwili obecnej nastąpił już wyraźny regres zwierzyny drobnej. Spadek pozyskania zwierzyny drobnej a w szczególności zajęcy na polowaniach zbiorowych nie sprzyjał dobrej atmosferze. Często na pokocie leżało dwa zające ale za to kilka lisów. Stan ten w zasadzie nie zmienił się do dziś.

Pomimo złego stanu zajęcy a właściwie ich prawie całkowitym braku, organizowane coroczne polowania Hubertowskie pozostawiły wiele miłych wspomnień. Ostatnimi laty organizowano je w okolicach Działynia w pobliży gospodarstwa terenowego myśliwego Kol. Janusza Drabika.

Po kilku symbolicznych pędzeniach gdy szybko zaczynał zapadać zmrok, myśliwi zbierali się przy wielkim ognisku na leśnej polanie obstawionej wygodnymi ławami z desek. Osuszając kolejne piersiówki, dzielono się wrażeniami z polowania i wspominano lepsze czasy. Skwierczała pieczona na ognisku kiełbasa oraz serwowano z ogromnego kotła „bigos-poezję” uwarzony przez Panią Drabikową. Szybko poprawiały się nastroje. Zapominano o „głuchych miotach ” a wśród szumiącego lasu rozbrzmiewały długo różne myśliwskie i niemyśliwskie piosenki.

Te wspaniałe „ Hubertusy ” organizował wspólnie z prezesem Grudzińskim, Łowczy Koła Kolega Waldemar Wróblewski. Pełnił on funkcje Łowczego przez 5 kadencji i był z Kol. Moszczyńskim wice łowczym, podporą kolejnych prezesów LTM.

Praca Łowczego o ile stara się o dobry stan łowisk jest niewdzięczną harówką, kwitowana na kolejnym „Walnym” – Uznaniem dla pracy Zarządu a w szczególności Łowczego.

W dniu 9 maja 2010 roku podczas Walnego Zgromadzenia LTM – Koła PZŁ Nr. 9 w Lublinie poprzedni prezes Kolega Maciej Grudziński ogłosił swoją rezygnację z dalszej pracy, a za nim wycofała się część osób z Zarządu. Podczas tajnego głosowania koledzy doceniając dotychczasową pracę kolegi Waldemara Wróblewskiego na stanowisku łowczego oraz jego myśliwskie wieloletnie doświadczenie wybrali go jednogłośnie na prezesa Koła. Funkcję tą pełnił do maja 2015 roku.

Kolega Wróblewski wstąpił do naszego koła w 1981 roku, jest pracownikiem naukowym Politechniki Lubelskiej – wykładowca germanistyki.

Praca Zarządu Koncentruje się w obecnej kadencji na utrzymaniu poziomu dochodów Koła i zbilansowaniu budżetu. Służą temu jak zwykle organizowane coroczne polowania dewizowe. Z inicjatywy skarbnika Kolegi Flisa , który wpłacił na rzecz kasy Koła około 5 tysięcy złotych dochodów za odstrzelona zwierzynę, kilku innych kolegów przekazało również do Koła dochody uzyskane ze skupu.

Kolega Zbigniew Flis od dwóch kadencji pełni funkcje skarbnika w Zarządzie Koła i jak wykazują kontrole swoje obowiązki pełni wzorowo. Mimo nawału obowiązków w Zarządzie, poluje on intensywnie na dziki.

Trofea łowieckie uzyskane w ciągu 90 lat przez naszych myśliwych są adekwatne do charakteru łowisk na których z uwagi na ich polny charakter i małą ilość lasów zwierzyna gruba (oprócz dzików) nie występuje w obfitości.

W poprzedniej kadencji wystąpiły problemy z obsadzeniem funkcji sekretarza Koła co wreszcie nastąpiło gdy objął ją Kolega Bartłomiej Wrona, który uporządkował zaległą dokumentację i skrupulatnie wykonuje obowiązki sekretarza.

Niestety młodzi myśliwi naszego Koła nie wykazują zbyt wielkiego zapału do pracy na rzecz Koła. Zaniepokojeni o dalsze losy LTM Koła PZŁ nr 9 wzywamy ich do większego zaangażowania w problemy łowieckie!

Dobry przykład takiego zaangażowania stanowi myśliwska rodzina Wronów, licząca na dzisiaj czterech członów Koła. Ojciec Kol. Krzysztof Wrona (wstąpił do Kola w 20011 roku) i szybko stał się wyróżniającym myśliwym. Podzielił on łowiecką pasję z synami Jakubem i Bartoszem. Ostatnio żona Kolegi Bartłomieja – Pani Aleksandra uległa myśliwskiej fascynacji i po odbyciu stażu na otwarciu sezony 2014.2015 złożyła uroczyste ślubowanie. Jest drugą kobietą – myśliwym w historii LTM. Życzymy jej wszyscy „Darz Bór” !

Mamy nadzieję ze nasze szacowne 90 letnie Koło, przetrwa przynajmniej do 100 lat w obecnych niespokojnych czasach a może długo, długo więcej?

Zakończmy tą historię zawołaniem, które wygłoszono na X lecie Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego przed wieloma laty:

„Świętemu Hubertowi i jego wyznawcom – cześć!”

Opracował Lech Siczek